X
popup-image

Garnitur z kolekcji SS20

ANETA PONDO

W MIEŚCIE KOBIET

Rozmawiał: Jakub Jakubowski

facebook instagram pinterest linkedin

15 lat temu, w wyniku ignorancji, powstało w Krakowie czasopismo „Miasto Kobiet” – tak napisałaś w jednym ze swoich felietonów. Ta ignorancja jest ciekawa i intrygująca. Rozwiń proszę…

Tylko ignoranci są zdolni robić rzeczy wielkie, bo nie patrzą na przeszkody. Tak, wiem, że może to ryzykowana teza, ale prawdopodobnie, gdybym, zakładając „Miasto Kobiet”, miała zdolność zobaczenia siebie dzisiaj i drogi, która do tego doprowadziła, uciekłabym w popłochu. Przytłoczyłaby mnie mnogość rzeczy, które robię, nie byłabym w stanie wyobrazić sobie, że jest to możliwe. Zaczynałam od czasopisma i zajmowało mi ono całą przestrzeń zawodową, a w tej chwili jest to zaledwie część mojej działalności i wcale już nie najważniejsza. Na szczęście byłam totalną ignorantką, nie w sensie głupoty, lecz niewiedzy, naiwności i bagatelizowania trudności, objawiającego się porywaniem na rzeczy niemożliwe. Bo kto bez wsparcia finansowego bierze się w pojedynkę za wydawanie gazety? Nie miałam pieniędzy, ale miałam kapitał w postaci entuzjazmu i niezachwianej pewności siebie, że robię najlepsze czasopismo pod słońcem.

Ciekawi mnie, dlaczego tym, nazwijmy to, podmiotem lirycznym twojej działalności postanowiłaś uczynić kobiety? Kobieca solidarność? Towarzyszyło ci wtedy poczucie, że kobiety mają trudniej, że trzeba je jakoś szczególnie wspierać?

Nie myślałam wówczas o kobietach w taki sposób jak dzisiaj. Chciałam po prostu zrobić gazetę inną niż wszystkie. W Krakowie istniały dzienniki, magazyny dla turystów i informatory kulturalne, a ja wymyśliłam konstrukcję, jakiej jeszcze nie było – lokalne, lifestylowe czasopismo dla kobiet. I najbardziej mi o tę lokalność na początku chodziło. Prasa kobieca była warszawocentryczna, a mnie interesowało, co się dzieje na ulicy obok i kim są kobiety – bohaterki dnia codziennego, które kształtują swoją najbliższą rzeczywistość tutaj, w moim mieście. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że „Miasto Kobiet” pełni ważną misję poprzez treści, które niesie i spotkania, które są wokół niego organizowane: pomaga kobietom odkryć swoją moc, jednoczy je wokół idei siostrzeństwa, inicjuje w nich proces przemian prowadzących do poczucia niezależności i tego, że przyszłość naprawdę, tak jak głosi nasze motto, zależy od nich.

Jak przez te 15 lat zmieniła się rola kobiet w społeczeństwie, w biznesie? Jak ty to postrzegasz, patrząc oczywiście przez pryzmat swojej działalności?

Jesteśmy świadkami przebudzenia kobiet. Kobiety przestają „przepraszać, że żyją” i cieszyć się ochłapami pozornej równości. Czarne poniedziałki, #metoo, odkrywanie historii, to elementy nazywania prawdy po imieniu. Na równi pochyłej, na jakiej znalazła się cywilizacja, z gospodarką opartą na zachłanności, konkurencyjności oraz grabieży dóbr naturalnych, prawdopodobnie kobiety są jedyną szansą na odwrócenie tego trendu. Kiedy mówię, że przyszłość zależy od kobiet, nie jest to slogan, tylko głębokie przekonane, że wartości, które są dla nas ważne, czyli np. współpraca zamiast konkurencyjności, ochrona życia zamiast wysyłania żołnierzy na wojnę, radość zamiast dźwigania krzyża, którego potrzebę i kult wmówiła nam religia, mogą wpłynąć na przemianę świata.

Bardzo idealistycznie to brzmi.

Ale też logicznie. Wystarczy, żeby zaistniała wreszcie równa reprezentacja kobiet i mężczyzn na najwyższych szczeblach władzy, w rządach, instytucjach finansowych, spółkach giełdowych, w armii, w kościele. Kobiety są w tej chwili motorem napędowym wielkich projektów, bez nich nie przetrwaliby prezesi, dyrektorzy, prezydenci czy księża na swoich plebaniach. Tyle że są na drugim planie, a powinny się znaleźć na miejscu tych, którym służą.

Przewrotnie zatem zapytam, jaką rolę w twoim życiu pełnili i pełnią mężczyźni?

Mam męża, który jest moim partnerem i syna, którego wychowujemy tak, by był w przyszłości partnerem swojej kobiety. Mąż wie, jak włączyć pralkę, ja wiem, jak robić biznes, nasze dzieci wiedzą, że tata i mama są tak samo ważni i nie mają stereotypowo przypisanych ról ze względu na płeć. Ale czasem mam wrażenie, że jesteśmy wyjątkiem. Historie kobiet, które słyszę, są trudne do uwierzenia. Za fasadą idealnych związków kryją się toksyczne układy, w tym przemoc, głównie psychiczna i ekonomiczna.

Jak przez te lata zmieniał się twój biznes, jak rozwinęła się twoja działalność?

Zaczęło się od jednej małej cegiełki, a potem wyrosło całe miasto. Do magazynu drukowanego „Miasto Kobiet” dość szybko dołączył portal miastokobiet.pl, potem organizacja eventów i usługi PR, a ja zaczęłam pisać książki, własne i na zamówienie, jako ghostwriterka. Ale największy rozwój to ostatnie 5 lat, kiedy wyszliśmy z papieru i z komputera do ludzi. Kilka tysięcy kobiet wzięło udział w naszych Klubach Miasta Kobiet, warsztatach i festiwalach. Powołałam Fundację Miasto Kobiet, która realizuje projekty promujące kobiecą przedsiębiorczość, w tym nasz flagowy #KobietyKrakowa. W ubiegłym roku założyłam wydawnictwo. Pierwszą naszą książką są napisane przeze mnie „Mocne rozmowy” – wywiady z inspirującymi i charyzmatycznymi bohaterami, którzy przecierają szlaki nowej przedsiębiorczości, zamieniając nietypowe pasje w dobrze prosperujące biznesy: Moniką Jurczyk (pierwszą w Polsce personal shopperką), Olą Budzyńską (Panią Swojego Czasu), Dagmarą Skalską (Pozytywną Egoistką), Michałem Godlewskim (ekspertem od oddychania) i Joanną Hussakowską (trenerką 5 Rytmów)

A jak przez tych 15 lat ty się zmieniłaś?

Jedną z wartości, które cenię najbardziej, jest rozwój. Czasem się zastanawiam, czy ja sprzed 15 lat to ta sama osoba, którą codziennie widzę w lustrze. Mam większą świadomość świata, w którym żyjemy. Większą odwagę w wyrażaniu siebie. W niektórych kwestiach łagodnieję, a w innych się radykalizuję.

Kombinezon z kolekcji SS20

facebook instagram pinterest linkedin

Żyjesz w zgodzie ze sobą, czy czasami toczysz jakieś wewnętrzne walki ze swoim katalogiem wartości?

Toczę, ale nie przytłaczają mnie. Czuję ogromny dysonans, gdy kupuję kawę w kubku, chociaż wiem, że nie da się go zrecyklingować, albo gdy wsiadam do samolotu mimo potwornego zanieczyszczenia, jakie generuje ruch lotniczy.

Gdy patrzysz w lustro, to co i kogo widzisz?

Kobietę, która przeszła ogromną przemianę i nadal nie powiedziała ostatniego słowa.

Czy jesteś kobietą sukcesu? Czy w ogóle jest dla ciebie sukces, jak go definiujesz dzisiaj i jak do definiowałaś 15 lat temu, gdy zakładałaś „Miasto Kobiet”?

Sukces w potocznym rozumieniu jest przereklamowany. Na pewno nie jest nim stan konta ani wielkość firmy, ani długa lista osiągnięć. Wiem, że jestem postrzegana jako kobieta sukcesu, bo doprowadzam do końca różne przedsięwzięcia i jestem widoczna przez różne role społeczne, jakie pełnię. Ale dla mnie prawdziwym sukcesem byłoby zadowolenie z każdego przeżytego dnia.

„Miasto Kobiet” to nie tylko czasopismo i fundacja – to także spora społeczność skupiona wokół ciebie i wokół twoich inicjatyw. Jak byś mogła scharakteryzować tę społeczność? Kim są te kobiety? Jakie są?

Są kobietami takimi jak ja. Mają swoje marzenia i swoje schizy. Pragną niezależności i wolności, a jednocześnie tęsknią za ukochanym mężczyzną i rodziną. Chcą się rozwijać, zakładać biznesy, podążać za podszeptami serca. Odczuwają potrzebę przebywania w społeczności kobiet i czerpania mocy od siebie nawzajem. Wiele z nich opowiada mi, że dzięki „Miastu Kobiet” zrozumiały, że kobiety są dla siebie wsparciem, a nie konkurencją.

W Krakowie mówi się o tobie, że potrafisz zaklinać czasoprzestrzeń i niektórzy nie są w stanie uwierzyć, że można robić tak wiele rzeczy w sposób tak efektywny. Zatem jak ty to robisz?

To proste, nie jestem sama! Mam zespół, który wspólnie ze mną rozwija „Miasto Kobiet”, a ja przez te lata nauczyłam się zaufania, odpuszczania kontroli i delegowania zadań. Mam też dużo zaprzyjaźnionych ludzi, którzy okazują mi bezinteresowną pomoc. W pojedynkę niewiele bym zdziałała. Efektywność jest też wynikiem tego, że jak jest coś do zrobienia, ja to robię, a nie zastanawiam się, czy warto albo, czy mam czas. I uwielbiam płodozmian. Zanudziłabym się, robiąc cały czas to samo. Poza tym dbam o swoje wysokie wibracje. Kiedy jestem na dobrym energetycznym haju, rzeczywistość układa się dookoła z łatwością.

Żyjesz w dużym tempie? Nie potrafisz zwolnić? Czy nie chcesz?

Bardzo chcę zwolnić. Na razie przeszkadza mi w tym ogromna zachłanność na poznawanie nowych rzeczy i ludzi. Ona mnie pozytywnie nakręca, ale jednocześnie czuję się coraz częściej przytłoczona tą obfitością. Na szczęście przestałam już żyć w kulcie pracy. Kiedyś byłam pracoholiczką, która postrzegała urlop jako stratę czasu. Teraz potrafię wyjechać z rodziną na kilka tygodni na drugi koniec świata i nie pracować. I do tego dążę. Przecież cały czas się rozwijam i nie mam pojęcia, dokąd mnie to zaprowadzi. Stoję w potężnym rozkroku między chęcią robienia coraz więcej zawodowo a pragnieniem zaszycia się w domku w lesie i pisania książek. Na razie próbuję dokonać niemożliwego, czyli pogodzenia tych odmiennych dróg.

Garnitur z kolekcji SS20

facebook instagram pinterest linkedin

Nie masz czasami wrażenia, że szybkie tempo życia, jakie sobie narzuciłaś, powoduje, że coś ważnego tracisz, że wiele rzeczy w tym życiu ci umyka lub ich smak poznajesz tylko powierzchownie?

Wręcz przeciwnie, to co robię, bardzo wspomaga mój rozwój, bardzo mnie wzbogaca. Mam wyjątkowy zawód. Dziennikarstwo, a szczególnie robienie wywiadów i zanurzanie się w ludzkie historie, jest jak przeżywanie wielu żywotów równolegle. Spotykając się z moimi rozmówcami, szukam odpowiedzi na pytanie, jak żyć.

Jak więc żyć?

Przede wszystkim po swojemu, bez oczekiwań, że ktoś da ci gotowy przepis na życie. Taki nie istnieje. I bez szukania guru, który objaśni ci świat. Nie wierzę w guru. Wierzę, że wszyscy jesteśmy dla siebie nauczycielami.

Masz jakąś odskocznię, jakiś swój sposób na izolację, nabranie dystansu, odreagowanie?

Chodzę do lasu. To moja stała praktyka. Kontakt z naturą jest niezbędny do utrzymania zdrowia fizycznego i psychicznego. Medytuję. Przynajmniej raz w roku wyjeżdżam sama, bez rodziny, z innymi kobietami. Czasem blisko, na Mazury, żeby tańczyć nago na trawie, a czasem daleko, na Bali.

Jakimi wartościami kierujesz się w życiu i biznesie?

Szukam sensu w tym, co robię i działam bardziej z poziomu intuicji niż głowy. Wierzę w rozwój i w to, że praca nad przemianą własnej świadomości jest kluczem do skuteczniejszego działania w świecie zewnętrznym. Słowami, które będą mnie wspierać w tym roku, są autentyczność i zaangażowanie. Autentyczność jest bardzo potrzebna jako przeciwwaga dla złotej klatki z social mediów, do której chętnie sami wchodzimy, wręcz tłumnie się pchamy. A zaangażowania wymaga od nas świat, od każdego w inny sposób. Nie da się dłużej udawać, że od naszych codziennych decyzji nic nie zależy, i że to jacyś inni są odpowiedzialni za wszystkie jego szczęścia i nieszczęścia. Moja firma, „Miasto Kobiet”, jest moim lustrem, dlatego wartości prywatne i biznesowe są takie same.

Dużo piszesz w swoich felietonach o samorozwoju, o pracy nad własnym umysłem, ciałem, świadomością. Jak dbasz o te sfery i jak to się przekłada na efekty w życiu prywatnym i zawodowym?

Ćwiczę się w uważności i pozytywnym myśleniu. Negatywne stany wewnętrzne są zaraźliwe i rozprzestrzeniają się łatwiej niż choroby fizyczne. Jak jestem w kiepskiej formie, przemęczona, rozdrażniona i sfrustrowana, źle się to odbija na firmie. „Miasto Kobiet” rozwija się wtedy, gdy mój umysł jest wypoczęty i kreatywny, gdy bieżące przeszkody nie przyćmiewają sensu jego istnienia. Bardzo mi pomaga Eckhart Tolle, który jest nauczycielem duchowym, niezwiązanym z żadną religią, więc jego przekaz jest uniwersalny. Sięgam czasem na chybił trafił do jego książki „Potęga teraźniejszości” i zawsze trafiam na jakieś zdanie, które jest adekwatne do sytuacji, w jakiej się znajduję. Np. dzisiaj przeczytałam: „Zanieczyszczenie kuli ziemskiej jest jedynie zewnętrznym odbiciem wewnętrznych skażeń psychicznych: tego, że miliony nieświadomych jednostek nie biorą odpowiedzialności za własną przestrzeń wewnętrzną”. Pamiętam, że gdy pierwszy raz przeczytałam u niego, że twierdzenie Kartezjusza „Myślę, więc jestem” jest wyrazem najbardziej podstawowego z błędnych przekonań ludzkości, utożsamiającego myślenie z istnieniem, i że nie używamy umysłu, tylko umysł używa nas, wstrząsnęło to mną. Od strony fizycznej mam spacery po lesie, jogę wg Sivanandy i 5 Rytmów, czyli taniec intuicyjny. I chociaż ostatnio mam problem z regularnością, to są one moją kotwicą i sposobem czyszczenia emocji i stresu przez ciało.

Sukienka z kolekcji SS20

facebook instagram pinterest linkedin

Jak wygląda twoje życie poza pracą i rodziną? Jakie masz pasje, zainteresowania?

Utrzymuję relacje z kobietami. Można powiedzieć, że mam różne kobiece plemiona. Przykładowo, co miesiąc spotykam się z kilkoma przyjaciółkami, za każdym razem w mieszkaniu innej, na dobrym jedzeniu i rozmowach o książkach. Zasiadam też w Kręgach Kobiet, w których mówienie, wzajemne słuchanie i bycie ze sobą, jest podłączaniem się do potężnego źródła kolektywnej mądrości i mocy. Bliską mi grupą są też Kobiety Krakowa, czyli biznesmenki, uczestniczki projektu organizowanego przez Fundację Miasto Kobiet. Ciągle jednak brakuje mi czasu na pisanie. Porzuciłam swoją powieść i opowiadania, gdyż nie znajduję w tej chwili na nie przestrzeni.

Jak zareagowałaś, gdy marka Patrizia Aryton zaproponowała ci rolę ambasadorki?

Nie zaskoczyło mnie to. Od razu pomyślałam, że idealnie pasuję do tego projektu. W ubraniach Patrizii Aryton chodzę od dawna, a gdy czeka mnie jakieś ważne wydarzenie, typu premiera mojej książki, to idę po pomoc do Agaty Piotrowskiej, która prowadzi sklep tej marki w Krakowie, a ona sprawia, że wyglądam z klasą, pozostając sobą.

„Jesteś idealna, kiedy jesteś sobą” – to hasło przewodnie kampanii, w której bierzesz udział. Jak bardzo ono oddaje ciebie?

To hasło kojarzy mi się z autentycznością.

Jesteś idealna?

Jestem bardzo nieidealnie idealna albo idealnie nieidealna, czyli jestem sobą.

I na koniec zapytam o twoje marzenia, plany…

Sprzedać jak najszybciej moją książkę „Mocne rozmowy” do ostatniego egzemplarza, żeby zwolnić głowę do kolejnych projektów. A te związane są z pisaniem i rozwojem nowej marki „Dobrze pisać” oraz z nagrywaniem podcastów. W ramach Fundacji planuję w tym roku organizację Śniadań z Miastem Kobiet i wspieranie kobiet w rozwijaniu kompetencji naturalnego, autentycznego przywództwa. To były plany, a marzenie to wyjazd z rodziną na 3 miesiące na niemal bezludną wyspę. A ponieważ moje marzenia materializują się szybko, więc niewykluczone, że kolejny rok zastanie mnie na jakiejś egzotycznej plaży.

Sukienka z kolekcji SS20

ANETA PONDO

Założycielka i redaktor naczelna magazynu Miasto Kobiet, który ukazuje się w Krakowie od 2004 roku. Założyła też Klub Miasta Kobiet, czyli cykl spotkań dla kobiet z inspirującymi gośćmi oraz Fundację Miasto Kobiet, wspierającą kobiety w odkrywaniu ich potencjału. Organizuje i prowadzi spotkania, warsztaty i konferencje. Współorganizuje kobiece wyprawy rozwojowe. Pisze książki własne oraz jako ghostwriter. Zdobyła złoty medal w Indywidualnych Mistrzostwach Polski juniorek w szachach. Ćwiczy jogę, medytuje i maluje.

facebook instagram pinterest linkedin