Uważność, która zostaje

Rozmawiała: Dagmara Rybicka

W pracy lekarza rodzinnego najważniejsze jest holistyczne podejście do pacjenta - człowieka, gdzie równie istotne są wyniki badań, jak i emocje. dr n. med. Katarzyna Bator-Dziubaty, specjalistka medycyny rodzinnej, stara się postrzegać więcej niż tylko objawy. W swojej praktyce zawodowej łączy wiedzę, doświadczenie oraz zawarte między słowami uczucia. Kluczowa jest też umiejętność równowagi życia zawodowego i prywatnego, by pozostać sobą.

W zawodzie lekarza rodzinnego patrzy się na człowieka całościowo, nie tylko przez pryzmat wyników badań, lecz także jego historii, emocji i kontekstu życia. To bardziej pomaga czy obciąża?

Śmieję się z samej siebie, że często dokładam sobie pracy. Staram się kompleksowo postrzegać pacjenta, nie tylko przez pryzmat zgłaszanych podczas danej wizyty objawów, ale bacznie śledząc przeszłość chorobową oraz aktualny kontekst. Bardzo dokładnie zbieram wywiad, zadaję dużo pytań, dopytuję; czasami pytania dotyczą jednego tematu, ale są różnie konstruowane, by uzyskać jak najwięcej informacji. Analizuję fizyczność pacjenta: budowę ciała, blizny, skórne objawy chorób, ale też ruch i zachowania niewerbalne. Takie podejście implikuje poszerzenie diagnostyki, konieczność wykonania kolejnych badań czy konsultacji. Ujawnia się moja natura, wolę starannie zaplanować proces diagnostyczny niż coś pominąć. To oczywiście oznacza więcej pracy, zarówno dla mnie, jak i pacjenta, który musi poświęcić czas na zastosowanie się do zaleceń. Wytłumaczenie pacjentowi tego procesu jest kluczem do sukcesu. Pacjenci doceniają szczerą rozmowę, uważne wysłuchanie, dzięki czemu czują bezpieczeństwo i otoczenie opieką. Rodzi się wzajemne zaufanie.

1324066826.jpg

Czy pacjenci zdradzają coś między słowami – coś, czego nie da się znaleźć w dokumentacji?

Tak, bardzo często. Zdarza się, że na początku wizyty pacjent stanowczo neguje choroby przewlekłe i przyjmowanie leków. Następnie w trakcie rozmowy, gdy pytania są zadane w inny sposób, okazuje się, że w jego życiu miały miejsce zabiegi, hospitalizacje oraz że stosuje leki na stałe. Myślę, że jest to wynik nieświadomości. Pacjent ma pełne prawo nie wiedzieć, co jest istotne, a co nie. Skupia się na aktualnym problemie, traktując to, co było wcześniej, za mniej ważne. A ja pytam o wszystko. Czasami pacjent pewne informacje pomija celowo, chcąc uzyskać nową opinię, co jest w pełni naturalne. Obawia się o swoje zdrowie i liczy na świeże spojrzenie. Dokumentacja medyczna stanowi osobny temat, bywa rozproszona, niepełna, często potrzeba więcej niż jednej wizyty, by ją uporządkować.

Wraz z doświadczeniem zmienia się spojrzenie na ludzi?

Myślę, że bardziej zmienia się sposób patrzenia niż samo podejście do pacjenta. Doświadczenie to poszerzanie horyzontu wiedzy, dzięki czemu łatwiej jest wychwycić pewne rzeczy, szybciej połączyć fakty. Natomiast ja cały czas mam w sobie dużo czułości do pacjenta, to się nie zmieniło. Moi pacjenci zauważają to i doceniają.

W życiu bardziej ufa Pani temu, co mówi ciało czy głowa?

Głowa, zdecydowanie. Mam analityczny sposób myślenia. Natomiast jeżeli coś niepokojącego dzieje się ze mną, z moim zdrowiem, to staram się zastanowić, z czego to wynika. Czy to jest objaw chorobowy, czy może efekt stresu, przemęczenia czy pracy.

Lekarze dbają o siebie?

Raczej nie dbają tak, jak powinni, często odkładają siebie na później. To wynika z licznych zobowiązań wobec pacjentów, grafików, miejsca pracy. Trudno jest nagle powiedzieć, że mnie nie ma, ponieważ wtedy ktoś inny musi zaopiekować się pacjentami. Doświadczyłam sytuacji, w których długo ignorowałam objawy chorobowe u siebie. Dopiero oblicze poważnej choroby uświadamia, jak ważne jest zadbanie o siebie. Tylko że człowiek bardzo szybko o tym zapomina po powrocie do normalnego trybu pracy.

Rozumiem, że troski o siebie trzeba się nauczyć?

Tak, pojęcie troski jest bardzo ważne i często nie jest czymś oczywistym. To efekt czasów i środowiska, w których się wychowaliśmy. Nasi rodzice często nie mieli przestrzeni, by o tym myśleć. Obecnie podejście do troski o siebie zmienia się, ale to jest proces. Łatwiej jest nam zaopiekować się innymi niż sobą. Widzę, że młodsze osoby zaczynają bardziej świadomie podejmować temat zdrowia i to jest dobra zmiana w naszym społeczeństwie. Profilaktyka jest fundamentem ochrony zdrowia.

Czy zdarzyły się w Pani praktyce momenty, które zmieniły spojrzenie na życie?

To raczej nie był jeden moment, tylko wiele sytuacji. Każdy trudniejszy pacjent, każda ciężka diagnoza, w której brak dobrych rokowań, pierwsze doświadczenia ze śmiercią pacjenta. Pojedyncze sytuacje, które będzie się pamiętać zawsze, które sumują się i zmieniają sposób myślenia.

Czy trudno rozmawiać z pacjentami o rzeczach delikatnych?

Bardzo trudno i zasadniczo nie uczymy się tego podczas studiów. Dużo zależy od osób spotkanych na początku drogi zawodowej, mentorów, którzy wspierają i pokazują, jak prowadzić takie rozmowy, a czasem rzucają nas na głęboką wodę. Każdy pacjent jest inny, reakcje potrafią być skrajne, ważna jest inteligencja emocjonalna, umiejętność dostosowania się do aktualnych potrzeb pacjenta.

Praca zostaje z Panią po wyjściu z gabinetu?

Tak, bardzo często. Myślę o pacjentach, analizuję, doczytuję, zastanawiam się, sprawdzam, czy wzięłam pod uwagę wszystkie scenariusze. To nie jest praca, którą można zostawić za drzwiami.

3533283906.jpg
49546313.jpg

Obserwacja przemijania pacjentów obciąża emocjonalnie?

Tak, szczególnie kiedy zna się pacjenta długo. Bycie lekarzem rodzinnym to kontinuum opieki, z wszystkimi jego przymiotami. W swojej praktyce mam pod opieką wielu pacjentów w wieku geriatrycznym. Są takie momenty, kiedy obie strony mają świadomość, że wyczerpały się już możliwości terapeutyczne, że to może być ostatnia rozmowa. Wtedy pożegnanie jest inne, bardziej uważne, bardziej czułe.

Wrażliwość pomaga w tym zawodzie?

Wrażliwość jest niezwykle pomocna oraz potrzebna. Choroba często przynosi pacjentom stygmatyzację, wykluczenie z ról rodzinnych, społecznych, zawodowych, jak również problemy socjalne. Trzeba zachowywać uważność i wrażliwość, by móc oferować pomoc nie tylko w kontekście medycznym, ale również instytucjonalnym.

Jaką kobietą jest Pani w pracy, a jaką poza nią?

W pracy jestem bardzo uporządkowana, skupiona, ale też cierpliwa. Wszystko sprawdzam kilka razy, upewniam się, czy pacjent zrozumiał zalecenia. Poza gabinetem tej cierpliwości jest niestety mniej, to wynika ze zmęczenia. Ale poza pracą pojawia się też większa swoboda, spontaniczność, przestrzeń na różne emocje.

Czy ma Pani swoje rytuały?

Tak, jednym z nich jest ubiór poza pracą. Bardzo cenię sobie moment wyjścia z pracy i powrotu do codzienności. Dużą rolę odgrywa ubranie, które pozwala mi poczuć się sobą, bez zawodowej roli. Otulam się ulubionym płaszczem lub swetrem, to poprawia nastrój.

Czym jest dla Pani bycie sobą?

Jest to dla mnie zachowanie równowagi pomiędzy rolami matki, żony, lekarki i kobiety, która ma słabość do jakościowych ubrań, sztuki, w szczególności malarstwa i teatru, włoskich podróży. Bycie sobą to dojrzałość i samoświadomość, które nie są pustym hasłem. To nie jest cecha, którą się nabywa z dnia na dzień, to proces oraz wypadkowa wcześniejszych doświadczeń. To umiejętność ochrony własnego „ja” poprzez stawianie granic. Uzmysłowienie sobie, że nie muszę czegoś robić dlatego, że tak wypada. To też zrozumienie, jak ważny jest czas dla siebie.

Czy zdarzało się zatracić w pracy?

Nie raz, dlatego podjęłam decyzję, żeby to zmienić. Ograniczyłam pracę, żeby mieć więcej czasu dla siebie i dla rodziny.

Gdzie znajduje Pani ciszę?

W prostych momentach. W domu, kiedy jestem sama, przy kawie i książce, podczas spaceru.

Co daje poczucie dobrego dnia?

Czasami naprawdę bardzo małe rzeczy. Rozmowa, chwila z synem, wyjście do teatru z mężem, jakaś drobna sytuacja w pracy, piosenka usłyszana w radiu, życzliwa rozmowa w piekarni. To mogą być rzeczy, które z zewnątrz wydają się niewielkie, a dla mnie mają znaczenie.

2763999280.jpg

Bohaterki 2026

684004010.jpg

Ewa Lelental

1571534726.jpg

Anna Chlebowska

Loading...