INNOCENTA DŹWIERZYŃSKA

SAMOAKCEPTACJA NIE JEST MOŻLIWA BEZ GŁĘBOKIEGO SPOJRZENIA W SIEBIE

ROZMAWIAŁ: JAKUB JAKUBOWSKI

facebook instagram pinterest linkedin

Chciałbym zacząć naszą rozmowę od dość banalnego pytania, nawiązującego jednak do okazji, dzięki której rozmawiamy. Czy w pełni akceptujesz siebie?

To nie takie banalne pytanie. Dziś wiem, że akceptacja siebie to klucz do wszystkiego w życiu. Według mnie, żeby w pełni siebie zaakceptować, najpierw trzeba poznać siebie samego. Odkryć wszelkie schematy jakimi się kierujemy, a co za tym idzie emocje, jakie one wywołują. Oprócz tych dobrych rzeczy, mamy też ciemną stronę, której zwykle nie chcemy zauważyć, zamiatamy ją pod dywan. Ale dobro i zło w nas to taki wzajemny taniec, do którego zaprasza nas życie. Jeżeli się do niego poderwiemy, zrozumiemy, zechcemy to wszystko sobie uświadomić, to wtedy możemy zacząć siebie akceptować i to uleczyć. Ja jestem właśnie w takim procesie.

Chcieć to jedno, ale takie szczere, głębokie spojrzenie w głąb siebie często wymaga też odwagi.

Z jednej strony tak, ale czym tak naprawdę ryzykujemy? Ja, gdy patrzę dzisiaj w lustro, widzę osobę, która mocno pracuje nad sobą. Taką, która sama codziennie siebie odkrywa. Poznaje te dobre i te złe strony swojego „ja”. Zaczęłam w końcu widzieć siebie. Przyznam, to budzi różne emocje, nie zawsze te dobre, ale budzi też ciekawość, np. tego, co zobaczę w kolejnym dniu. Będąc w takim procesie, ja sama zaczynam docierać do najgłębszych emocji, zaczynam czuć siebie, a to jest dla mnie stan idealny.

„Jesteś idealna, kiedy jesteś sobą” – to hasło przewodnie kampanii, której jesteś bohaterką. Czy bycie sobą jest w dzisiejszych czasach trudne?

Hasło kampanii nawołuje do tego, żeby właśnie sobą być. To niestety w dzisiejszych czasach jest bardzo trudne. Zakładamy wiele masek i sami zaczynamy się w tym gubić. Takie są moje obserwacje i doświadczenia. Myślę, że taka kampania, z jaką wyszła firma Patrizia Aryton jest bardzo potrzebna. Ten świat potrzebuje bowiem autentyczności. Czuję się bardzo szczęśliwa i wyróżniona, że znalazłam się wśród bohaterek kampanii. W ogóle, na początku pomyślałam, że to pomyłka, nie brałam bowiem udziału w żadnym konkursie, nigdzie się nie zgłaszałam.

Zgłoszenia były anonimowe, ale przecież to, co robisz dla innych, szczególnie tych, którzy chorują na nowotwory, zasługuje na najwyższe słowa uznania. Zanim jednak do tego przejdziemy, chciałbym zapytać o Twoje doświadczenie choroby, bo sama zmagałaś się z guzem mózgu. Zastanawiasz się czasami, kim byś dzisiaj była i przede wszystkim, gdzie byś dzisiaj była, gdyby nie doświadczenie choroby?

Jakiś czas po operacji usłyszałam, że przyjdzie czas, gdy za tego guza podziękuję. Nie jestem jeszcze na to gotowa. Wiem na pewno, że gdyby nie ta cała sytuacja, nigdy bym się nie „obudziła”. Przed chorobą miałam mnóstwo znaków, że powinnam iść w innych kierunkach. Ponieważ nie odrabiałam tych lekcji, musiał się zdarzyć guz mózgu, żebym w końcu zrozumiała.

Co zrozumiałaś?

W tym roku minęły już 4 lata od operacji. Wydawało mi się, że to taki znak od losu, żeby swoje życie zmienić, że teraz to wiem, jak bardzo chcę żyć i pomagać innym. Ale wpadłam znów w wir pracy, rozwiązywania problemów, przyciągałam znów toksycznych ludzi. Wiec niby coś się zmieniło, ale tylko częściowo. Gdy w lutym 2020 roku dowiedziałam się, że lekarze znów chcą mnie operować, to dopiero ta wiadomość mnie obudziła. Wcześniej traktowałam wszystko zadaniowo. Zabrałam się za zdrową, dietę, ruch, suplementacje. Za wszystko to, co książkowo jest definiowane jako walka z nowotworami. I owszem, to jest bardzo potrzebne, konieczne nawet. Natomiast, jeżeli nie będziemy pracować z naszymi emocjami, z naszymi traumami, jeżeli nie zobaczymy, co tak naprawdę jest w środku, to życie w kółko będzie nam podsyłać lekcje, aż się domyślimy, co jest najważniejsze. A najważniejsi jesteśmy my sami. To właśnie zrozumiałam.

Innocenta Dźwierzyńska

facebook instagram pinterest linkedin

Jak znalazłaś siłę do walki z chorobą? Mówi się, że w przypadku nowotworu psychika odgrywa niemniejszą rolę niż medycyna. Zgadzasz się z tym? Tak było w Twoim przypadku?

Nastawienie psychiczne odgrywa według mnie najważniejszą rolę. Dziś wiem to bardziej niż 4 lata temu. Tak naprawdę, to nie wiem, skąd wtedy znalazłam siłę, tak wielką, że udało mi się w sobie zebrać. Przed chorobą poniosłam ogromną porażkę zawodową, straciłam wszystko. To, co było dla mnie najgorsze, to opinia ludzi, hejt jaki pojawiał się w internecie. To było gorsze niż choroba. A siła wzięła się chyba z uświadomienia sobie, że jeżeli ja nie poradzę sobie z chorobą, to nigdy nie odzyskam dobrego imienia, nie spłacę długów i nie pokażę, że prawda była inna.

Z firmy, którą budowałaś, której byłaś twarzą, wycofał się inwestor. Ty zostałaś z długami, ludzie, którzy z Tobą pracowali nie dostali pieniędzy, a firma upadła. Niedługo potem dowiadujesz się, że masz guza mózgu. Wydaje się, że dużo więcej człowiek na swoje barki nie jest w stanie przyjąć.

Okazuje się, że może. Po usłyszeniu diagnozy, lekarze powiedzieli mi, co mnie czeka. Śmierć albo życie, ale z częściowym paraliżem, bo takie miały być skutki uboczne wycięcia guza. Ponieważ miałam obrzęk mózgu, musiałam być bardzo szybko operowana. Dowiedziałam się w szpitalu, że jeżeli w ogóle przeżyję operację, to nie będę słyszeć na jedno ucho, mogę mieć problem z przełykaniem pokarmów, oko może się nie zamykać, a przez to, że może być uszkodzony nerw twarzowy, będę mieć paraliż połowy twarzy.

Mówisz o konieczności bardzo szybkiej operacji, tymczasem Ty wypisujesz się na własne żądanie ze szpitala…

Bo trudno było mi pogodzić się z taką diagnozą, to było dla mnie druzgocące. Postanowiłam poszukać na własną rękę innego rozwiązania. W przeciągu 1,5 tygodnia miałam 9 konsultacji. Niestety, kolejno od ośmiu lekarzy dowiadywałam się, że niestety nie da się uratować nerwu twarzowego. Dziewiątą konsultację miałam u dr Jacka Furtaka w Bydgoszczy. Powiedział mi, że on ma sposób na te guzy i że postara się nie uszkodzić nerwu twarzowego. Część guza mam zostawione w głowie. Na szczęście nie jest on złośliwy, ale jest w tak złej lokalizacji, że muszę kontrolować, czy nie rośnie, żebym nie musiała mieć kolejnego zabiegu. Na takie rozwiązanie byłam w stanie się zgodzić, to dało mi nadzieję oraz siłę do walki i pracy nad sobą.

Dało Ci też motywację do zrobienia czegoś pożytecznego dla innych chorujących na nowotwory. Czym jest Mednavi?

Po zabiegu zrozumiałam, że w momencie otrzymania diagnozy, zwłaszcza nowotworowej, pacjentom świat wywraca się do góry nogami. Czują się bezsilni. Pytania, jakie się wtedy pojawiają to: „co dalej?”, „jak mam się leczyć?”, „gdzie mam się leczyć?”. Na te pytania odpowiada Mednavi. W Mednavi dostępne są wszystkie ścieżki leczenia wybranych nowotworów oraz placówki, które oferują dany etap leczenia. To taka mapa możliwości przeprowadzenia procesu leczenia. W Mednavi wierzymy, że wiedza jest elementem skutecznej terapii. Według psychoonkologów wiedza obniża stres. Mednavi pomaga zrozumieć i zaplanować terapię. To buduje świadomość pacjentów i ich bliskich, co sprawia, że mogą bardziej aktywnie uczestniczyć w procesie leczenia. To może także ułatwić komunikację lekarzy z pacjentami. Mednavi może być wsparciem podczas rozmów z lekarzem o możliwościach leczenia, terapiach czy odkryciach związanych z onkologią.

Innocenta Dźwierzyńska

facebook instagram pinterest linkedin

Jak rozwija się Mednavi?

W Mednavi zebraliśmy informacje na temat leczenia raka piersi, prostaty, jelita grubego, żołądka, prostaty, wątroby, macicy, trzustki, jajnika oraz części nowotworów mózgu. W przygotowaniu są informacje na temat raka płuca, nerki, pęcherzyka żółciowego i dróg żółciowych. Mednavi to przedsięwzięcie społeczne, nie jest to przedsięwzięcie biznesowe. Pandemia niestety przeszkodziła w sprzedaży projektu. Aktualnie trwają poszukiwania inwestora, szkoda by było, gdyby projekt przestał istnieć. Ale nie tylko Mednavi powstało w wyniku mojej choroby. Rok temu ruszył Medtransfer.pl, czyli narzędzie do przesyłania badań obrazowych, dzięki któremu skraca się czas konsultacji medycznej i diagnozy.

Pomysł podsunęło życie?

Tak. Po mojej operacji miałam problem z przesyłaniem swoich badań rezonansu magnetycznego do mojego neurochirurga. Operowana byłam w Bydgoszczy, natomiast mieszkałam w Krakowie i tutaj też wykonywałam badania kontrolne. Wysyłałam je do Bydgoszczy kurierem. Pomyślałam sobie wtedy, że idealnym rozwiązaniem byłoby stworzyć taką aplikację, przez którą w prosty sposób będę mogła wysłać swoje badania do lekarza, a on klikając w link będzie mógł je otworzyć bez konieczności ściągania na komputer. Jak wiemy pomysły są halucynacją bez realizacji, ale szczęśliwie stało się tak, że poznałam firmę informatyczną z Krakowa – Codete. Praktycznie na pierwszym spotkaniu Karol Przystalski powiedział, że on dokładnie wie, o co mi chodzi, umie to zrobić i żebyśmy to zrobili wspólnie. Tak właśnie powstał Medtransfer, który jest platformą do przesyłania badań obrazowych typu rezonans magnetyczny - MRI, tomografia komputerowa – CT, czy badania rentgenowskie – RTG za pomocą linku, który otwiera się PIN-em otrzymanym na telefon.

Jakie są największe atuty takiego rozwiązania?

Tradycyjnie wyniki badań obrazowych – takie jak zdjęcia RTG, USG, wyniki rezonansu magnetycznego czy tomografii komputerowej – wymagają zapisu na nośnikach fizycznych lub wydruku. Nierzadko pozyskanie kopii badania wiąże się z koniecznością osobistej wizyty pacjenta w placówce. Jest to uciążliwe, czasochłonne, generuje koszty i obciąża środowisko. W przypadku długofalowego procesu leczenia wymaga od pacjenta wielokrotnego przedkładania obszernej dokumentacji, a od lekarza jej każdorazowej analizy. Nawet posiadanie wyników badań obrazowych w formie elektronicznej nie załatwia sprawy; pozostaje problem przesyłania wielkich plików, kompatybilności oprogramowania do ich odczytu oraz przechowywania wrażliwych danych pacjenta. Jest to nie tylko oszczędność kosztów, wygoda, poprawa komunikacji pomiędzy lekarzem a pacjentem i ochrona środowiska, ale też bezkontaktowe przesyłanie badań tak ważne w dobie pandemii Covid-19. Dzięki uprzejmości dyrektora Marcina Jędrychowskiego prowadzimy pilotaż w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, gdzie już pierwsi pacjenci otrzymują badania w linku zamiast na płycie CD.

Innocenta Dźwierzyńska

facebook instagram pinterest linkedin

Czy dzisiaj, z perspektywy czasu, odważyłabyś się doradzić drugiemu człowiekowi, jak żyć, by ograniczyć ryzyko choroby?

To jest bardzo odważne pytanie. Tak naprawdę przez te cztery lata co jakiś czas miałabym różne odpowiedzi. Tuż po zabiegu powiedziałabym: dieta, najlepiej weganizm. Dużo warzyw i owoców. Suplementacja witaminami. Zero wszystkiego, co jest odzwierzęce. Przeczytałam wiele książek o raku, o odporności, jak żyć z chorobą, jak nie zachorować… I to wszystko jest ważne, ale dopiero przy drugiej diagnozie dotarło do mnie, że najważniejsze są emocje, praca z nimi, terapia. To nie jest tak, że wszystko, co robiłam wcześniej, było nieważne. To jest ważne. Natomiast ja znalazłam swój sposób na zdrowie. Zrównoważona dieta, taka, która słucha organizmu. Ruch na miarę możliwości, ale regularny. Przyjmuję witaminę D w „kosmicznych ilościach”. Słucham swojego organizmu, ale nie da się go usłyszeć, jeżeli nie zaczniemy pracy, o której wspomniałam wcześniej. Na koniec dodam, że to co praktykuję od ponad roku to medytacje. To stan, który uwielbiam, wtedy czuję się idealnie. To uspokaja moją głowę i jest nieodłącznym elementem pracy nad sobą.

Mówisz o drugiej diagnozie. Guz po wycięciu nie chciał dać za wygraną?

To było w lutym 2020 roku. Po konsultacji lekarskiej wyznaczono mi termin kolejnej operacji. Miała się odbyć 18 września 2020 roku. Gdy wychodziłam z płaczem z gabinetu lekarskiego, powiedziałam lekarzowi, że ja to wszystko zatrzymam, będę nad sobą pracować. To był początek mojej pracy z emocjami, z samą sobą. Ciężka to droga, bo jak odkrywa się te emocje, o których się zapomniało czy wyparło, to nie jest miło. W sierpniu na kontrolnym rezonansie okazało się, że guz się zatrzymał. Nie musiałam być operowana. W kwietniu 2021 roku okazało się, że się troszkę zmniejszył. Dlatego ja tą drogą idę dalej. I jestem bardzo ciekawa, dokąd mnie ona zaprowadzi.

Innocenta Dźwierzyńska

INNOCENTA DŹWIERZYŃSKA

Przez kilkanaście lat zajmowała się sprzedażą i marketingiem nowych nieruchomości. Kilka lat temu wpadła na pomysł firmy, która miała ułatwiać codzienność obcokrajowcom przyjeżdżającym do Polski do pracy. Z projektu nagle wycofał się inwestor, firma upadła, a Innocenta doświadczyła dużego hejtu w sieci. Niedługo potem zdiagnozowano u niej nowotwór wymagający skomplikowanej operacji neurochirurgicznej. Jeszcze w szpitalu wymyśliła aplikację dla chorych na raka. Mednavi - pokazuje jak i gdzie można leczyć niektóre rodzaje nowotworów. Drugim projektem, który rozwija jest Medtransfer – platforma do przesyłania badań obrazowych typu rezonans magnetyczny, tomografia komputerowa, czy badania rentgenowskie.

facebook instagram pinterest linkedin