X
popup-image

Garnitur z kolekcji SS20

Jagoda Jagson

JESTEM WIELOWYMIAROWA, TAK JAK WIELOWYMIAROWA JEST KOBIECOŚĆ

Rozmawiał: Jakub Jakubowski

facebook instagram pinterest linkedin

Skoro tak sobie gaworzymy o muzyce, o płycie, to na rozgrzewkę zapytam, co ci w duszy gra?

Wychowałam się na klasyce, ale jeśli cofniemy się do wczesnego dzieciństwa, to w moim życiu wielką rolę odegrały „Bajki Grajki” Polskiego Radia grane przez wybitnych polskich aktorów. Pamiętam niesamowite głosy Ireny Kwiatkowskiej, Mariana Opanii, czy Wiktora Zborowskiego. Te bajki zabierały mnie w świat muzyki, ale też w świat baśni. Miało to ogromny wpływ na mój rozwój muzyczny. Poza klasyką, oczywiście muzyka musicalowa tak mocno związana z teatrem, którym się teraz zajmuję, byłam też zafascynowana polskimi standardami jazzowymi, piosenką aktorską i poezją śpiewaną. Tata był marynarzem i przywoził winyle, więc w domu grał nam Michael Jackson, Tina Turner, Pink Floyd i wiele innych. Muzyka mnie ukształtowała, od dziecka układałam też piosenki. Potrafiłam jechać samochodem przez las z rodzicami i układać piosenkę o szyszce, która akurat spadła nam na maskę, latarni, która się akurat zaświeciła, czy o wietrze, który akurat zawiał. Tak mam do dzisiaj.

A poza muzyką, co ci w duszy gra? Co jest dla ciebie ważne w życiu?

Dom, rodzina. Muzyka i mój teatr, fantastyczne dzieciaki z teatru. To wszystko razem tworzy harmonijną całość. Zostałam bardzo wcześnie mamą, na dodatek samotną. Miałam 21 lat, byłam wtedy na studiach w Warszawie. Było mi bardzo ciężko, nie miałam pieniędzy, utrzymywałam się tylko ze skromnego stypendium, coś tam dosyłali rodzice, pomagała też siostra mojego ojca. Zaznałam wtedy biedy i ogromnej samotności. Dlatego zawsze marzyłam o swojej rodzinie, o cieple domowego ogniska. Kiedyś wstydziłam się o tym mówić, bałam się tej konfrontacji z tym, co się działo. Ale dzisiaj jest to daleko za mną. Uwielbiam dbać o dom i o rodzinę, kocham gotować, lubię sprzątać, ubierać choinkę, po prostu być panią domu. Miałam różne etapy w swoim życiu, ale dzisiaj mogę spojrzeć sobie prosto w oczy przed lustrem. Niczego się nie wstydzę, bo udało mi się osiągnąć to, o czym marzyłam. Mam muzykę, mam teatr muzyczny, dzieciaki w teatrze dają mi potężną dawkę energii, pochłaniają oczywiście wiele czasu i wyzwalają ogromne emocje, ale kocham to.

Jak w ogóle wpadłaś na pomysł teatru musicalowego dla dzieci? Podejrzewam, że jest to szalenie ciężka i wymagająca wielu wyrzeczeń materia.

Mam przyjaciółkę, Izę Sokołowską, byłą baletnicę. Moja Laura i jej syn Fivos też się przyjaźnią, w zasadzie są jak rodzeństwo. Siedziałyśmy sobie kiedyś z Izą na placu zabaw w Sopocie, obserwowaliśmy te nasze dzieci i rozmawialiśmy o ich wychowaniu, rozwoju. I wtedy właśnie powiedziałam, że chętnie zrobiłabym z dziećmi spektakl „Kopciuszek” na podstawie interpretacji Jana Brzechwy. To piękna bajka, z piękną polszczyzną, cudownymi piosenkami. Zaczęłam wraz z moją kolejną przyjaciółką Magdą Adamowską intensywnie działać i wraz z Izą założyłyśmy Fundację Sopocki Teatr Muzyczny Baabus Musicalis. Ja byłam odpowiedzialna za reżyserię, Iza za choreografię, a Magda za kostiumy i scenografię. Podpisałyśmy umowę na rezydenturę w sopockim Teatrze na Plaży. Bardzo pomogła nam Joanna Cichocka-Gula, ówczesna wiceprezydent Sopotu. Pierwszym naszym spektaklem był faktycznie „Kopciuszek”, a narrację wyrapował Leszek Możdżer. I tak się zaczęło.

A jak się rozwinęło?

Mija pięć lat działalności teatru Baabus Musicalis. Niestety, Izy z nami już nie ma, podjęła się tworzenia choreografii w Operze Bałtyckiej, gdzie od podstaw stworzyła nowy zespół baletowy, ale kibicuje nam z całego serca. Natomiast ja wraz z Magdą Adamowską przypieczętowałyśmy pięciolecie Teatru STM 10-tą premierą. Wystawiłyśmy ”Calineczkę” i była to chyba najtrudniejsza sztuka w naszej teatralnej karierze. Realizujemy przede wszystkim spektakle oparte na Bajkach Grajkach, które niosą ze sobą piękne wartości i towarzyszy im cudowna muzyka. Takiej muzyki dzisiaj się już nie pisze. Zaraz po „Kopciuszku” była „Baśń o Bolku i Lolku - Królowa Zima”, ”Drzewko Aby Baby” „Wielki Czarodziej Oz”, „Legenda o Sielawowym Królu” czy „Bazyliszek”. Na samym początku, gdy realizowaliśmy „Kopciuszka” było ośmioro dzieci, dzisiaj jest ich jak mówimy „ruchoma setka”.

Setka dzieci? To kilka przedszkoli…

(śmiech) Jest to żywioł do opanowania. Niesamowita energia i satysfakcja, gdy patrzy się jak te dzieciaki rosną i rozwijają się wraz z całym teatrem. Pierwszy spektakl był minimalistyczny, bardzo prosty, ale z czasem każda produkcja była coraz większa. Dzisiaj na scenie rośnie trawa, dzieci huśtają się na chustach akrobatycznych, są zjeżdżalnie, wizualizacje, pada śnieg, dużo spektakularnych elementów scenograficznych. Zakładając teatr chciałam tym dzieciom dać to, czego nigdy nie da im szkoła, czy podwórko. Tak sobie myślę, że nasz teatr jest takim podwórkiem tylko bez trzepaka, ale za to ze sceną. Dzieci nawiązują w teatrze przyjaźnie, znajdują swoje bratnie dusze. Od trzech lat wyjeżdżamy z nimi za granice, robimy plenery teatralne we Włoszech, Hiszpanii, teraz mamy plan na Grecję i Francję. Uczymy ich nie tylko grania, obycia ze sceną, muzyką, ale wpajamy im też dobre wartości, jak tolerancja, otwarcie na świat, na drugiego człowieka, chcemy by troszczyły się o siebie nawzajem, pomagały sobie. Zawsze im powtarzam, że są wyjątkowe, że powinny podążać za marzeniami i wierzyć, że one mogą się spełnić. Zależy mi, aby nigdy nie przestało im się chcieć, bo dzisiaj to jest powszechny problem wśród dzieci i młodzieży. Nie chce im się wyjść na spacer, a co dopiero pójść do teatru, nauczyć się roli, wbić się w kostium, domalować sobie wąsy, zatańczyć i zaśpiewać.

To jest też wzięcie na siebie dużej odpowiedzialności za te dzieci, prawda?

Ogromnej!

Garnitur z kolekcji SS20

facebook instagram pinterest linkedin

I nie chodzi o to, że znajdujesz im jakieś zajęcie, ale też stymulujesz ich rozwój.

Ja czasami mam doła w związku z tym, wiesz? Bo ja też jestem tylko człowiekiem i popełniam błędy. Praca z dziećmi jest cudowna, ale nie zawsze jest sielanką, szczególnie z taką ilością dzieci i szczególnie przed premierą. Każde dziecko jest większym lub mniejszym indywidualistą, każdy ma swoje ambicje, każdy ma inną wrażliwość, inną odporność na stres. Te dzieci też dorastają, dojrzewają, zdarza się, że przychodzą, opowiadają o swoich problemach w szkole, z rówieśnikami i zaczynają płakać. Wtedy nie ma czasu na to, żeby cisnąć próbę, tylko trzeba się nimi zająć, do nich dotrzeć, dać im wsparcie. Na szczęście jestem też arteterapeutą i elementy arteterapii wprowadzam w naszej zajęcia. Poza tym, jesteśmy jak rodzina, ufamy sobie wzajemnie, wspieramy się.

Mówiąc o odpowiedzialności wobec dzieci, trzeba wziąć jeszcze pod uwagę fakt, że zaszczepiłaś w nich pewną pasję, która dla większości jest już życiowym stymulantem. A co jeśli zapragniesz nowych wyzwań? Nie boisz się, że będziesz musiała te dzieci zostawić?

Nie ma takiej możliwości. Teatr to projekt na wiele lat, może na całe życie. I może na początku bałam się tego zobowiązania, ale umówmy się, nie jest to nudna, schematyczna praca. Tu jest kreatywność, obcowanie ze sztuką na wielu płaszczyznach, kontakt z fantastycznymi ludźmi, element misji, bo praca z dziećmi ma w sobie dużo z misyjności, więc jeśli wszystko układa się dobrze, to satysfakcja jest potężna. Nie ma zatem powodów, by myśleć o zmianach. Jedyna zmiana, która może się na dzisiaj dokonać, to poszerzenie zakresu naszej działalności.

Artystycznie realizujesz się jednak nie tylko w teatrze. Niedawno wydałaś też swoją debiutancką płytę.

Płyta Zima B to zbiór utworów komponowanych przeze mnie od wielu lat. To piosenki nieco nostalgiczne, inspirowane tym, co się wydarzyło w moim życiu. Ta płyta jest jednak związana z teatrem. Na płycie śpiewają nasze dzieci, które towarzyszą mi też podczas koncertów. Dzięki temu poznają inną formę sztuki. A dla mnie jest to zrobienie kolejnego kroku na mojej artystycznej drodze. Na pewno jednak nie będę artystką, która jeździ w trasy koncertowe i udziela setek wywiadów. Mam swoje priorytety.

Jak już mówiłaś, priorytetem są rodzina i teatr. Jak Twoja córka się w tym odnajduje?

Laura w styczniu skończy 12 lat i wróciła do teatru po kilku latach. Była w nim przez pierwsze dwa lata, ale nie bardzo radziła sobie z tym, że wokół mnie są inne dzieci, że poświęcam im uwagę. Zrezygnowała, a teraz wróciła. Wróciła dojrzalsza, bo też nasza relacja taka się stała. Jesteśmy przede wszystkim dla siebie przyjaciółkami. Laura, jak i inne dzieci doskonale też wiedzą, że każdego traktuję tak samo, do każdego dziecka przykładam równą miarę, niezależnie od tego, czy jest to moja córka, czy nie. To jest właśnie ta szczerość w relacjach. Kiedyś bałam się dać główną lub znaczącą rolę Laurze, bo bałam się zarzutów, że faworyzuję córkę. Ona ma jednak duży talent, świetnie śpiewa, czuje scenę. Teraz już nie mam takich obaw, bo wiem, że jestem uczciwa wobec siebie i wobec innych dzieci. I wszyscy to rozumieją i akceptują.

Jaki świat chciałabyś stworzyć swojej córce? W jakim świecie chciałabyś, żeby żyła?

Pełnym zrozumienia i akceptacji. Chciałabym, żeby nigdy nie bała się tego kim jest, bo bycie sobą, życie w zgodzie ze swoimi wartościami, przekonaniami, w zgodzie ze swoją naturą, daje prawdziwe szczęście. Jako matka marzę o tym, by nigdy nie straciła poczucia bezpieczeństwa, żeby wiedziała, że obojętnie co się wydarzy w jej życiu, w domu zawsze znajdzie oparcie.

Spodnie z kolekcji SS20

facebook instagram pinterest linkedin

Jak patrzysz w lustro, zastanawiasz się czasami co widzisz, kogo widzisz?

Małą dziewczynkę, Jadzię. Cały czas gdzieś nią jestem. Może dlatego, że jak byłam dzieckiem, zostałam pozbawiona poczucia bezpieczeństwa i wciąż muszę budować siebie i nad tym pracować. Są też dni, kiedy jestem w stanie spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie – wow Jagoda, jesteś dzielna, mądra, piękna, zdolna i pracowita. Staram się kochać tą małą Jadzię, jak i silną Jagodę. Czasami one walczą ze sobą, przed tym lustrem nawet.

Mówisz o tym, że zostałaś pozbawiona poczucia bezpieczeństwa. Zahartowało Cię to?

Kompletnie nie. Osłabiło i pozbawiło wiary w siebie. To nie jest niczyja wina, tak się to moje dzieciństwo ułożyło po prostu. Mając 12-13 lat szukałam akceptacji, ale jej nie dostałam od rówieśników, bo byłam zawsze jakaś inna, odbiegałam od ogólnie przyjętych norm. Mam też młodszego brata z porażeniem mózgowym i moi rodzice skupili się na ratowaniu i wychowaniu jego. Wychowałam się w konserwatywnej rodzinie i trochę się buntowałam. Dzisiaj, wychowując Laurę wiem jakich nie popełniać błędów, czerpię z moich doświadczeń. Wiem też, że gdy dziecko chce się zbuntować i trzasnąć drzwiami, to trzeba mu na to pozwolić. Emocje muszą mieć ujście, a bunt może prowadzić do dialogu i do konstruktywnych wniosków. Walka, zakazy, indoktrynacja mogą zaś odbić się na niskim poczuciu własnej wartości, doprowadzić do utraty wiary w siebie. A wiara w siebie i miłość do życia to klucz do tego, by góry przenosić.

Jak zareagowałaś, gdy firma Patrizia Aryton zadzwoniła do ciebie i powiedzieli: bądź nasza ambasadorką?

Bardzo się ucieszyłam. To było dla mnie ogromne wyróżnienie. Ale od razu pomyślałam – ja? I jeszcze to hasło przewodnie - jesteś idealna, kiedy jesteś sobą. A ja przecież nie myślę o sobie, że jestem idealna. Na początku więc ekscytacja, a potem wątpliwości, czy w ogóle się do tego nadaję. Czy powinnam? Przecież jest mnóstwo innych, wartościowych kobiet. Zgodziłam się oczywiście, bo to zaszczyt, dwa, że też szansa dla teatru, a po trzecie Patrizia Aryton to marka, która w stu procentach jest zgodna ze mną. Kobiety, które ją wybierają nie są przypadkowe. Mamy tu do czynienia z klasą, elegancją, tradycją i profesjonalizmem, a wszystko to jest mi bliskie, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.

Jesteś idealna, kiedy jesteś sobą. Mówisz, że idealna nie jesteś. Ale czy w życiu chodzi o to, żeby być idealnym?

Nie chodzi o to i pewne jest to niemożliwe. Aczkolwiek nie ma nic złego w byciu perfekcjonistą. Ważniejsze jest bycie sobą. Ja się tego nauczyłam.

Sukienka z kolekcji SS20

facebook instagram pinterest linkedin

Co to znaczy?

Kiedyś myślałam, że jeśli będę taka, jak ludzie chcą żebym była, to będzie fajnie. Szukałam akceptacji w oczach innych, nie w swoich. Dojrzałam jednak, zrozumiałam, że trzeba akceptować siebie takim jakim się jest, oczywiście stale nad sobą pracując, by po prostu być lepszym człowiekiem. Bycie sobą to dzielenie się swoją energią, swoją siłą, miłością do ludzi i świata, ale też prawo do słabości, bezsilności, do wrażliwości.

Spotkałem się kiedyś z takim stwierdzeniem, że wrażliwość przeszkadza w prowadzeniu biznesu.

Nie wiem, być może tak jest, szczególnie w tym twardym, dużym biznesie. Teatr, który prowadzę to bardziej styl życia, bardziej praca niż biznes, a sztuka wymaga wrażliwości, więc w moim przypadku raczej pomaga niż przeszkadza. Jestem kobietą. Jestem rozważna, romantyczna, delikatna, wrażliwa, ale też silna, pełna wartości, chęci zmiany tego, co jest wokół mnie. Jestem wielowymiarowa, tak jak wielowymiarowa jest kobiecość. W ogóle postać kobiety w historii świata z punktu widzenia sztuki jest fascynująca. Zrobiłam kiedyś spektakl o wybitnych kobietach ostatniego stulecia, które potrafiły zmieniać świat, mimo przeciwności losu. Wszystkie te kobiety były jednocześnie wrażliwe, ale niekoniecznie kobiece, a niektóre wręcz były w stanie zrezygnować ze swojej kobiecości, żeby coś osiągnąć.

Jakie kobiety umieściłaś w tym spektaklu?

Maria Skłodowska-Curie, od tego się zaczyna spektakl. Następnie Zofia Stryjeńska, polska malarka, rzeźbiarka i projektantka, która żyła w czasach, gdy kobiety były odsuwane od możliwości rozwojowych, od edukacji. W 1911 roku przebrana za mężczyznę, jako Tadeusz Grzymała Lubański rozpoczęła studia malarskie w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, do której przyjmowano tylko mężczyzn. Po roku, rozpoznana przez kolegów opuściła Monachium i wróciła do Krakowa, gdzie podjęła intensywną twórczość malarską i literacką. W spektaklu znalazła się też pisarka Maria Komornicka, która po 30 latach zadeklarowała, że jest mężczyzną i odtąd tworzyła jako Piotr Odmieniec Włast. Jest też nasza Syrenka Warszawska, czyli Krystyna Krachelska, dziewczyna z Powstania, poetka. Była też Barbara Hulanicki, nasza projektantka mody, założycielka domu mody Biba. Wśród stałych i wiernych klientów takie nazwiska, jak: Mick Jagger, Andy Warhol, Mia Farrow, Frank Sinatra, David Bowie, Bridgitte Bardot i wiele innych gwiazd. Bardzo ciekawą postacią jest też Simona Kossak, która zaszyła się w Puszczy Białowieskiej, żeby żyć ze zwierzętami. Zaczęła odkrywać życie tajemne saren, ptaków i potrafiła je oswoić. Potrafiła oddać swoje łóżko dzikowi. W swoich książkach pisze, że łatwiej jej się żyło ze zwierzętami, niż z ludźmi. W spektaklu są też oczywiście kobiety Solidarności. Wiele wielowymiarowych kobiet, które podziwiam i które są dla mnie wzorem do naśladowania.

Sukienka z kolekcji SS20

facebook instagram pinterest linkedin

Garnitur z kolekcji SS20

Jagoda Jagson

34 lata, mieszka w Sopocie. Założycielka dziecięcego teatru muzycznego Baabus Musicalis, wokalistka, muzyk, działaczka społeczna, artystka. Jest twórcą ICTF SOPOT Międzynarodowego festiwalu Teatrów Dziecięcych. Od prawie 15 lat pracuje z dziećmi i młodzieżą. Ukończyła Akademię Muzyczną w Gdańsku na Wydziale wokalistyki jazzowej. W roku 2019 nagrała i wydała płytę „Zima B”.

facebook instagram pinterest linkedin